your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Amerykańskie kino mówi: miłość w czasach konwenansu

Todd Haynes nie po raz pierwszy w swojej karierze ponownie przywraca do życia świata z przeszłości, gdzie sztywna, konserwatywna etykieta determinowała poczynania jednostek. W tym szczególnie kobiet, które w nie tak odległych latach 40.,50. i częściowo 60. nie mogły cieszyć się swobodą i wolnością (zwłaszcza wyboru) w takim stopniu jak mężczyźni.

Haynes w „Daleko od nieba” i mini serialu „Mildred Pierce”, będącymi remake’ami produkcji sprzed około 60 lat, potrafił kapitalnie pokazać kobiety ubrane w uwłaczający gorset konwenansów oraz subtelną próbę ich buntu przeciwko społeczeństwu, które absolutnie nie tolerowało odrzucania obyczaju przez kobiety, podczas gdy potrafiło na coś takiego patrzeć z dużą wyrozumiałością, jeśli robił to mężczyzna (casus z „Daleko od nieba”).

„Carol” znów skupia się na kobietach. Jedna z nich to bogata mieszczka o widowiskowej urodzie, druga – nieśmiała sprzedawczyni o wrażliwym usposobieniu, która ulegnie aurze, jaką wokół się roztacza ta starsza i bardziej efektowna kobieta. Ich związek będzie właśnie stanowił pewien rodzaj buntu wobec skostniałych schematów obyczajowych, wedle których kobieta jest przede wszystkim żoną swojego męża, zaś jej potrzeby i pragnienia (w tym te seksualne) drugorzędne wobec jej rodzinnych i społecznych powinności. Carol posiada bowiem nie tylko pozycję społeczną, ale też męża i dziecko. Kontrowersyjny romans z Therese, postrzegany wówczas jako rodzaj karygodnej dewiacji, gwarantowałby jej nie tylko towarzyski ostracyzm, ale i rozłąkę z córką. Ryzykuje (nie po raz pierwszy), bo jest na tyle dojrzała i doświadczona, iż wie, że postawiona pod ścianą, będzie w stanie wybrnąć z tej sytuacji – kosztem Therese i łączącej ich relacji.

Grana z ogromną elegancją przez Cate Blanchett Carol to w jakimś stopniu centralna postać filmu. To ona wybrała Therese, uwiodła, rozkochała w sobie i uzależniła od swojej miłości. Fabuła Haynesa jednak połowicznie się sprawdza zarówno jako dramat społeczny, jak i melodramat o zakazanym uczuciu. Jako ten pierwszy, trochę się powtarza w stosunku do „Daleko od nieba” – filmu żywszego, bo nie tak jak „Carol” majestatycznego i onirycznego. Z drugiej strony – zbyt mocno wieje tu chłodem, jak na historię o namiętnym uczuciu. „Carol” przypomina trochę te wystawy sklepowe z domu handlowego, w którym pracuje Therese. Wszystko tu lśni, wygląda elegancko i powabnie, jest czarodziejskie i brutalnie niedoskonałe, ale ewidentnie brakuje tu życia i autentycznej pasji.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook