your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

FESTIWAL PO WARSZAWSKU '17: W ŻAŁOBNYM TONIE

Poczucie straty, które uniemożliwia powrót do świata żywych, definiuje marną egzystencję bohaterów dwóch filmów w Konkursie Międzynarodowym Warszawskiego Festiwalu Filmowego.

Dražen Kuljanin to reżyser dość dobrze znany festiwalowej publiczności, bo jego debiut „Jak zatrzymać ślub" spotkał się na warszawskiej imprezie z bardzo dobrym przyjęciem (wygrał kiedyś Konkurs 1-2). Druga fabuła pochodzącego z Bośni Szweda to zgoła odmienna propozycja - posępny film o żałobie, obsesji i pragnieniu zemsty, zatruwających egzystencję Niny, matki, która nigdy nie pogodziła się ze zniknięciem swojej siedmioletniej córeczki. Od tragedii minęło już kilka lat, a ona dalej rozpamiętuje przeszłości, przyjmując za pewnik każdy trop, mogący ją przybliżyć do odnalezienia dziecka lub wymierzania sprawiedliwości. "Balkan Noir" snuje się w nerwowym rytmie paranoi Niny. Ma wyjątkowo chaotyczną strukturę, zaś ta szarpana forma wcale nie służy pogłębieniu warstwy psychologicznej filmu. Ponieważ sili się na bycie kinem eksperymentującym, w ogóle te przerywniki w ogóle nie sklejają się z główną osią fabuły. Szybko można zapomnieć o tragedii matki, nie dając się też porwać jej chorobliwej obsesji i dusznej atmosferze fabuły. Za dużo w „Balkan Noir" papierosów i reklamowych przerw, za mało esencji, historii i dobrego, filmowego warsztatu.

Tego ostatniego nie brakuje natomiast młodej Francuzce, Joan Chemli. „Gdybyś mu zajrzał w serce" rozpoczyna się od świetnej sekwencji romskiego wesela, doskonale oddającego klimat celebry i kolorowego, acz biednego życia andaluzyjskich Cyganów we Francji - drobnych cwaniaczków o silnym poczuciu tożsamości i rodzinnych więzi, w których żywe DNA wpisana jest osobliwa rozpaczliwość ich losów. Dotyka ona w końcu Daniela (szlachetnie zmarkotniały Gael García Bernal), który obwinia się za śmierć przyjaciela. Akceptując swoją winę, angażuje się w przestępczy proceder, z którego dochód w całości przeznacza na rentę dla żony zmarłego. Sens jego smutnej egzystencji przywróci dopiero obolała psychicznie Francine (zaskakująca dziewczęca Marine Vacth), ale odcięcie się od korzeni wcale proste nie będzie. Chemla narrację rozwija tonalnie - film przedstawia się w duchu kina realistycznego, by finalnie rozmyć się w nastrojowych strukturach metafizycznego poematu. Cały proces odbywa się stopniowo i bardzo łagodnie. Pilnując jednak minorowego liryzmu zdjęć, konkretnie melancholijnego tonu filmu i pochmurnych min Bernala, Francuzka zapomina o tym, że przecież opowiada tu jakąś historię, którą niestety zbyt często porzuca na rzecz „atmosfery i nastroju filmowej chwili”.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook