5 najlepszych ról kobiecych 2013

Data:

Koniec roku zbliża się wielkimi krokami, a to zawsze jest idealny czas na podsumowania. Nim zasypani zostaniemy newsami o nagrodach przyznawanych przez szacowne gremia za Oceanem i nie tylko, ja chciałabym zwrócić uwagę na kreacje aktorskie, o których raczej nie wspomną mainstreamowe źródła. Najpierw czas na najlepsze role kobiece 2013.

Na początek małe wyróżnienia za duże, świetne role, które do czołówki się nie załapały, ale na pewno zasługują na kilka ciepłych słów. Na pewno na brawa na stojąco zasłużyła Emmanuelle Seigner za wyborną rolę w "Wenus w futrze". Do dzisiaj zastanawiam się, jak to się stało, że w Cannes postanowiono wyróżnić dość flegmatyczną Bérénice Bejo zamiast koncertowego, namiętnego popisu żony Romana Polańskiego. Cate Blanchett jest świetną aktorką, a w "Blue Jasmine" Woody'ego Allena zagrała jedną ze swoich ról życia, choć obstawiam, że ta najlepsza ciągle przed nią. Nie ma jej w czołowej piątce tylko dlatego, że jednak w filmie krótkimi momentami kradnie jej przedstawienie na drugim planie równie znakomita Sally Hawkins. Nikomu tak nie kibicuję, jak Grecie Gerwig, która na przestrzeni ostatnich lat stała się ikoną amerykańskiego kina niezależnego. Dzięki kapitalnej roli w równie udanej "Frances Ha" ma szansę zaistnieć być może także na czerwonych dywanach zdecydowanie bardziej ekskluzywnych niż te w Sundance.

Chciałam jeszcze wyróżnić dwie role telewizyjne. Od lat jestem wielką fanką serialu "Żona Idealna", która po dwóch znakomitych sezonach i dwóch dobrych, ale nieco ospałych, w najnowszym weszła na tak niewyobrażalnie zajebisty poziom, że z wypiekami na twarzy czekam na każdy, kolejny odcinek. Znakomitość tego serialu jednakże na pewno nie byłaby możliwa do osiągnięcia, gdyby nie tytułowa kreacja Julianny Margulies. Jak to możliwe, że tak dobrej aktorki nie wykorzystuje kino? Druga, telewizyjna rola, która bez wątpienia należy do moich ulubionych, to Gillian Anderson jako Inspektor Gibson w miniserialu "The Fall", gdzie do Belfastu przybywa perfekcyjna pani policjant, by prowadzić śledztwo w sprawie seryjnego mordercy. Stella Gibson to chłodna, zdystansowana racjonalistka, kobieta typu zimna sucz, dla której nic nie jest tak ważne, jak zadanie, które zostało jej powierzone. W ogóle polecam serial, bo nawet na tle innych produkcji telewizyjnych jest to propozycja absolutnie się wyróżniająca.

Swoje oficjalne zestawienie chciałabym zacząć od pochwały skromności i naturalności, bo tak właśnie zapamiętam wszystkie, tegoroczne role przeuroczej Brie Larson. 24-letnia aktorka była bez wątpienia najjaśniej świecącą gwiazdą ostatniej edycji American Film Festival, gdzie pojawiła się w aż trzech filmach. Zupełnie pozamiatała w krótkiej, drugoplanowej rólce w "Don Jonie", ale to "Przechowalnia Nr 12" stanowiła popis jej bezpretensjonalnych umiejętności. Postać Grace - pracownicy tymczasowego ośrodka opiekuńczego dla dzieci z trudną sytuacją rodzinną, która także ma za sobą nieciekawe dzieciństwo - została jakby stworzona, by wydobyć wszystkie naturalne predyspozycje Brie, pokazując, jak łagodnie i z lekkością odegrać skomplikowaną emocjonalność własnej bohaterki bez popadania w tani sentymentalizm.


Emma Thompson ma na swoim koncie tyle wybitnych kreacji, że można mieć wątpliwość, czy wskazywanie kolejnej ma jakikolwiek sens. Niemniej w przypadku "Ratując Pana Banksa" jak najbardziej ma. Postać Mary Poppins i jej autorki, P.L. Travers, jest mi całkowicie obojętna, ale mimo to zupełnie nieobojętny jest mi ten film i rola Emmy Thompson. Budowana na dwóch płaszczyznach czasowych fabuła Johna Lee Hancocka w jednej z nich prezentuje P.L. Travers jako osobliwą sabotażystkę prac nad scenariuszem własnej książki, o której ekranizacji od lat marzył sam Walt Disney. Autorka w końcu zgodziła się na przeniesienie na duży ekran opowieści o Mary Poppins, bo po prostu potrzebowała pieniędzy, ale w filmie ta decyzja pokazana jest jako wielki, niemalże romantyczny dramat pisarki, która zaciekle walczy o to, by inni zrozumieli sens napisanej przez niej opowieści i nie zniszczyli jej literackich dzieci, a tym samym wspomnień z dzieciństwa autorki. Nie wyobrażam sobie, by ktoś inny mógł zagrać to lepiej, pełniej, bardziej wyraziście niż Emma Thompson.

Nie podzielam aż takich zachwytów na "Idą" Pawła Pawlikowskiego, choć to dobry, mądry, ważny film nie tylko na tle słabej, rodzimej kinematografii. Natomiast czymże byłaby "Ida", gdyby nie genialna rola Agaty Kuleszy, która jako "krwawa Wanda", zdewastowana psychicznie i zobojętniała na świat wokół niej komunistyczna sędzina, za sprawą młodej krewnej wraca pamięcią do czasów, gdy obu kobietom odebrano wszystko to, co kochały. Wybierając takie role, jak te w "Idzie" czy "Róży" (a nawet w miniserialu "Krew z krwi") i odnajdując się w nich znakomicie, Agata Kulesza powoli wyrasta na jedną z najlepszych, polskich aktorek. I całkiem zasłużenie.


Paulina García przed "Glorią" była mi całkowicie nieznana. Nie kojarzę żadnego tytułu z tą aktorką, ale od momentu, gdy obejrzałam film Sebastiána Lelio jestem w niej absolutnie zakochana (co najwyraźniej udzieliło się też jury festiwalu w Berlinie, nagradzając aktorkę Srebrnym Niedźwiedziem). Zapomnijcie o tych wszystkich niezdarach pokroju Bridget Jones, bo żadna z nich nie ma w sobie takiej bezpretensjonalności, pogody ducha, rześkości, jak Gloria Cumplido. Paulina García nie tylko zrozumiała swoją bohaterkę - kobietę w kwiecie wieku, która mimo wielu życiowych niepowodzeń, miłosnych porażek i samotności, cały czas potrafi zachować dobre samopoczucie i pozytywne myślenie, ale także nadała jej fenomenalne, fizyczne atrybuty - okropne okulary w grubych oprawkach, niemodna fryzura, energiczne ruchy taneczne i inne. Takich postaci potrzebuje kobiece kino!

Nawet gdyby rola w "Życiu Adeli" miałaby być pierwszą i ostatnią, o jakiej usłyszał świat w przypadku Adèle Exarchopoulos, to 20-latka może być naprawdę z siebie dumna. Takie wyzwania aktorom zdarzają się raz na lata i nawet jeśli teraz wychodzą na jaw różne, nieciekawe fakty z pracy na planie filmu Abdellatifa Kechiche'a, to ta dziewczyna i tak dała radę. Tam, gdzie rola wymaga od aktora niemalże fizycznego i psychicznego ekshibicjonizmu, emocjonalnej nagości, gdzie kamera ma pokazać wszystko, ta młodziutka dziewczyna z niezwykłą wręcz naturalnością i ogromnym autentyzmem stworzyła wybitną kreację wchodzącej w dorosłość nastolatki. Jedną z najlepszych w tej kategorii w ogóle w historii światowej kinematografii.

Paulina Garcia, mój numer jeden. Wielka rola, bez niej ten film straciłby rację bytu.

Dodaj komentarz