AMERYKAŃSKA PRZYGODA 5: NOSTALGIA PALO ALTO

Data:
Ocena recenzenta: 6/10

Czy James Franco jest cudownym człowiekiem renesansu XXI wieku czy grafomanem, który po prostu potrafi sprzedać wszystko? Ciągle jestem nieco rozdarta, bo uważam, że spora część rzeczy, jakie tworzy, gdyby nie jego hollywoodzka sława, nigdy nie zdobyłaby takiej popularności.

Franco do tej pory reżyserował klasykę amerykańskiej literatury, raczej z dość mizernym skutkiem. W końcu wpadł na pomysł, by na duży ekran przenieść swoje własne opowiadania. Nie zrobił na szczęście tego osobiście. Znalazł Gię Coppolę. Dwudziestokilkulatka to kolejne pokolenie znanego, filmowego rodu, które stawia pierwsze kroki w tej branży. Przy „Palo Alto” nie tylko wzięła się za reżyserię, ale też napisała scenariusz do filmu i widać, że tę materię czuje dość dobrze. Gia Coppola nie tylko orientuje się w trendach współczesnego kina niezależnego, ale potrafiła nawet skromny budżet przekuć na korzyść swojej fabuły. W „Palo Alto” poza Jamesem Franco i może Emmą Roberts nie ma żadnych gorących nazwisk. Grają głównie debiutanci i aktorzy z bardzo niewielkim doświadczeniem. Może dlatego, wcielając się w role zdezorientowanych w swoim życiu nastolatków, wypadają tak wiarygodnie?

Odnoszę wrażenie, nie znając literackiego pierwowzoru, że Coppola generalnie zrobiła lepszy film niż sam oryginalny tekst Franco. Oczywiście Gia zmaga się z ciężarem nie tylko własnej spuścizny („Palo Alto” ma wiele punktów stycznych z „Przekleństwami Niewinności”), ale i w ogóle z ikonicznymi dla amerykańskiego niezalu stylami narracyjnymi, motywami etc. (czuję tu też trochę oddech Gusa Van Santa). Mając rozeznanie w tym, co jest obecnie niezbędne w tego typu kinie, stworzenie oprawy muzycznej powierzyła Devowi Hynesowi, który zrobił to świetnie. Opowieść o nihilistycznych nastolatkach w „Palo Alto” snuje się bardzo onirycznym tempem, ma słodko-gorzki smak. To już zasługa talentu i wyczucia samej Gii Coppoli. Fajne w filmie jest także to, że reżyserka nie ocenia swoich bohaterów, nie moralizuje, podchodzi do nich z dużą czułością i sympatią. Mówi w ten sposób, że zagubienie jest czymś naturalnym dla okresu dojrzewania. Złe decyzje i wybory, nadużywanie środków odurzających, brak poczucia odpowiedzialności u Coppoli mają zarówno mroczną stronę, jak i tę jaśniejszą, bo stanowią oczywistą, nierozerwalną część trudnej nauki wkraczania w dorosłość. „Palo Alto” jako rozmarzone coming-of-age movie, choć nie wnosi raczej nic oryginalnego do popularnego gatunku, prezentuje się bardzo przyjemnie, stanowiąc całkiem niezłą wizytówkę reżyserki-debiutantki.

Zwiastun: