Amerykańskie kino mówi: komedia nieobyczajowa

Data:

„7 Days in Hell” to fikcyjna, utrzymana w paradokumentalnej formie fabuła (mockument?) o najdłuższym tenisowym meczu w historii tenisa ziemnego. Bardzo niepoważna.

Faktycznie podobna rozgrywka (choć zdecydowanie krótsza i na pewno mniej widowiskowa niż ta w filmie) została rozegrana na Wimbledonie w 2010 roku, gdy naprzeciwko siebie stanęli John Isner i Nicolas Muhut. Amerykanin i Francuz potrzebowali ponad 11 godzin i 3 dni, by rozstrzygnąć pojedynek. To spotkanie zostało wyróżnione pamiątkową tabliczką umieszczoną w pobliżu kortu nr 18 na londyńskim obiekcie, a całemu wydarzeniu poświęcono niemalże tyle miejsce w wimbledońskim muzeum, co paradom przy siatce Borisa Beckera i jego wielkoszlemowym tytułom.

W „7 Days in Hell” naprzeciw siebie stają wyglądający jak młody Andre Agassi Aaron Williams i złote dziecko brytyjskiego tenisa Charles Poole. Historyczny pojedynek ma swoje atrakcyjne, pokręcone tło. Amerykanin to adoptowany brat samych sióstr Williams, który niegdyś porzucił tenisową karierę po ogromnym skandalu. Zajmował się potem różnymi rzeczami, ale większość czasu spędził w szwedzkim więzieniu, skazany za rozpowszechnianie pornografii. Ostatecznie Williams ucieka z więzienia i wraca na tenisowy kort. Jego przeciwnikiem zostaje ułożony i wychowywany na mistrza Anglik, który stanowi całkowite przeciwieństwo „złego chłopca” z Ameryki. Na korcie dużo się będzie działo i to rzeczy bynajmniej totalnie nie związanych z tym, co zwykle ogląda się podczas rywalizacji tenisowej.

Fikcyjna opowieść o trwającym 7 dni tenisowym meczu to obrazoburcza parodia właściwie wszystkiego – tenisowej etykiety jednego z najstarszych i najbardziej prestiżowych turniejów tenisowych świata, legend tej dyscypliny (do tej zabawy zostały zaproszone nawet one same, czyli Serena Williams i Joe McEnroe, którzy jako eksperci wypowiadają się w filmie), zasad i narzędzi sportowego marketingu oraz – w końcu – wartości, które ma nieść ze sobą sport. Niespełna 50 minut spędzone w towarzystwie produkcji Jake’a Szymanskiego może być okropnym doświadczeniem, ale gdy spojrzymy na nią z takim dystansem, jak osoby w nią zaangażowane (w tym Serena i McEnroe), dostrzeżemy obleśną, ale bezpardonową, cholernie zabawną komedię, w której humor wzbija się na tak zły, że aż dobry poziom. Gem, set, mecz mister Szymanski!

Zwiastun: