Koniec świata w rytmie techno

Data:
Ocena recenzenta: 7/10

Nowohoryzontowa sekcja Trzecie Oko stanowiła zwykle osobliwe post scriptum do festiwalowych filmów poświęconych sztuce. W tym roku jego kuratorką została historyk sztuki, Ewa Szabłowska, a organizatorzy ogłosili, że ma to być część festiwalu integrująca różne, artystyczne aktywności. Trzecie Oko ma tym razem także tytuł i temat przewodni: „The Happy End – obrazy końca świata”, który mówi chyba wszystko. Sekcja jest poświęcona motywom apokalipsy i rzeczom ostatecznym. „Legenda Kaspara Hausera” przynależy do Trzeciego Oka i jeśli przy okazji tytułu filmu Davide Manuliego przychodzi Wam na myśl historia opowiedziana przez Wernera Herzoga z niezapomnianą rolą Bruno S., to szybko zapomnijcie o tym skojarzeniu.

Kaspar Hauser w tekstach kultury (filmach, piosenkach, obrazach) obecny jest od bardzo dawna. Postać „sieroty Europy”, przypadkowej znajdy i aspołecznego analfabety, którego podejrzewano o powinowactwo z królewskim rodem, ewidentnie fascynuje wielu artystów. Najwyraźniej zaintrygowała także ucznia Ala Pacino i Abla Ferrary, Davide Manuliego. Włoch zaprosił do współpracy całe grono zacnych artystów z niezwykłym, charyzmatycznym aktorem Vincentem Gallo i francuskim DJ-em Vitaliciem na czele. Prezentowana na Nowych Horyzontach futurystyczna, postmodernistyczna wariacja na temat historii Hausera to film zaskakujący, fascynujący i niezwykły.

„Legenda Kaspara Hausera” w wersji Manuliego rozpoczyna się od transowego motywu autorstwa Vitalica (przywołującego na myśl ten słynny Kavinsky’ego, spopularyzowany dzięki „Drive”), przy którym poznajemy czas i miejsce akcji. To bliżej nieokreślona wysepka X, położona nad morzem Y w roku 0. Lokalny Szeryf (genialnie ironizujący westernowych bohaterów Gallo) znajduje na brzegu morza ciało Kaspara Hausera (w tej roli hermafrodytyczna Silvia Calderoni) – chłopiec jest nieprzytomny, ubrany w dres Adidasa i posiada niemalże przyklejone do uszu słuchawki. Gdy sierota dochodzi do siebie, okazuje się, że opętany jest do szaleństwa muzyką, ledwo kontaktuje ze światem zewnętrznym, spazmatycznie porusza się w tylko sobie znany rytm. Zauważywszy to, poczciwy szeryf z czasem rozpocznie uczyć Hausera dj-skiego fachu, by ten mógł realizować swoją wariacką pasję i przetrwać. Na drodze Szeryfowi i sierocie stanie jednak zazdrosna Księżna i jej słudzy (jako jeden z nich znów pojawia się Gallo), która nie chce słyszeć o tajemniczym przybyszu, mogącym, jak w oryginalnej historii Hausera, swym domniemanym, królewskim pochodzeniem zagrozić jej pozycji.

Davide Manuli niewątpliwie ma fantazję oraz iście surrealistyczne poczucie humoru. „Legenda Kaspara Hausera” to filmowa abstrakcja, teatr absurdu, przesiąknięte kanciastymi, elektronicznymi technobitami. Do takiego spektaklu, znany z oryginalnego charakteru i doboru ról Vincent Gallo, nadawał się kapitalnie. Czarno-białe kino integrujące malarską wrażliwość i artystyczną, groteskową sztukę performance’u ze swoimi wybornymi żartami z legendy sieroty Hausera, biblijnych motywów czy westernu to być można najoryginalniejsza rzecz, jaką odkryją przed nami tegoroczne Nowy Horyzonty.