Na horyzoncie widziałam... (2)

Data:


SĄSIEDZKIE DŹWIĘKI
reż. Kleber Mendonça Filho
MIĘDZYNARODOWY KONKURS NOWE HORYZONTY

Debiutant z Ameryki Południowej, Kleber Mendonça Filho, z niezwykłym wyczuciem, a przede wszystkim niewiarygodną skrupulatnością portretuje brazylijskiej społeczeństwo w mikroskali. Oto podglądamy życie mieszkańców jednej ulicy, w większości przedstawicieli dobrze sytuowanej, średniej klasy oraz ich radości i bolączki dnia codziennego: sąsiedzkie kłótnie, rodzinne rozmowy, miłosne problemy. Filho zbudował swój szafując szerokimi kadrami głównie miejskiej, klarownej przestrzeni, trochę zmylił trop muzycznym motywem rodem z rasowego thrillera, udając, że jego historia skończy się jakimś intensywnym, mocnym, czy nawet tragicznym finałem. Zwrot akcji jednakże zostaje tylko subtelnie zakomunikowany, rozegra się tylko w wyobraźni widza. W „Sąsiedzkich Dźwiękach” na pewno wybrzmiewają dalekie echa francuskiej, nowej fali, której brazylijski reżyser staje się nieoczekiwanym, dobrze rokującym naśladowcą.

TYLKO MÓJ
reż. Frédéric Videau
MIĘDZYNARODOWY KONKURS NOWE HORYZONTY

Prezentowana w berlińskim konkursie i z niezrozumiałych przyczyn także w konkursie nowohoryzontowym wariacja na temat historii Nataschy Kampusch to film bardzo poprawny. Jednakże uciekając od sensacyjności zdarzeń (o tym, że bohaterka zostanie uwolniona z niewoli i jak się to stanie dowiadujemy się bardzo szybko), francuski reżyser nie umiał nadać odpowiedniej głębi swojej opowieści. „Tylko Mój” koncentruje się na trudnym okresie adaptacji niemalże dorosłej już dziewczyny, która jako 10-latka została wyrwana z otoczenia, jakie znała. Gdy po latach wraca do niego, musi zmierzyć się nie tylko ze zmianami, jakie zaszły w życiu niegdyś najbliższych jej osób, ale też z naturalnie powstałą więzią, która wytworzyła się pomiędzy Gaëlle o jej oprawcą. Najciekawszą rzeczą w filmie jest właśnie ta relacja, która ukazuje porwaną, ale krnąbrną, charakterną dziewczynę jako osobę dominującą nad swoim silniejszym i posiadającym władzę oprawcą, on zaś w gruncie rzeczy okazuje się maluczkim, żałosnym człowiekiem, desperacko pragnącym bliskości. Mimo wielu drobnych, acz zauważalnych zalet, ciężko uznać „Tylko Mój” za jakąś wyjątkową, niezwykłą historię, która wymykałaby się schematom kina społecznego.

DZIURKA OD KLUCZA
reż. Guy Maddin
PANORAMA

Guy Maddin ma swoje ulubione motywy i przede wszystkim niepowtarzalny, wyjątkowy styl, czyniący z jego filmów dzieła na kształt onirycznych marzeń sennych. W „Dziurce od klucza” oglądamy po raz kolejny fantazję Kanadyjczyka w całej okazałości. Tym razem zabrakło jednak w filmie Maddina tego finezyjnego romantyzmu, który wciągał w magię świata przedstawionego jego dzieł. W pewnym stopniu wymusiła to gatunkowo żonglerka. W „Dziurce od klucza” spotyka się estetyka thrillera z kinem gangsterskim, a nawet mitologią. Tytułowy bohater filmu, Ulysses, udaje się w podróż w głąb historii swojej rodziny, przemieszczając się głównie w czasoprzestrzeni ukrytej w zakamarkach jego domu, dziwacznej, oblężonej twierdzy. Na próżno u Maddina szukać logiki i dystansu – to jednak nigdy nie było zarzutem w przypadku jego filmowych dzieł. „Dziurka od klucza” rozczarowuje, bo jest filmem zbyt topornym, w chaosie nieładnym, zbyt banalnie abstrakcyjnym, a jeśli chodzi o samą fabułę tej opowieści – po prostu nudnawym.

THE HAPPY END - ZESTAW SAMOBÓJCZY
(zestaw 3 krótkich metraży)
TRZECIE OKO

W ramach „The Happy End – zestaw samobójczy” pokazano trzy filmy krótkometrażowe, których wspólnym mianownikiem jest pojawiający się w różnym natężeniu motyw samobójstwa. Pierwszy pochodzi z Ameryki lat 50., gdzie mężczyzna z usypiającym głosem opowiada sprawiające wymyślanych na poczekaniu historie o obrazkach, jakie widzimy na ekranie. Dotyczą one różnych ludzi, którzy popełnili samobójstwo. Drugi, koreański film opowiada o poczuciu winy, które dręczy młodą kobietę i zmusza ją do próby odebrania sobie życia. Najciekawszym i zarazem najbardziej irytującym efektem zastosowanym w filmie jest flicker – na pokazie czujemy się na transowej imprezie, która nie może odbyć się bez nadużywania światła stroboskopowego. Ostatni film w cyklu to nasza, rodzima produkcja, w której Stanisława Celińska czyta fragmenty zeszytów Ludwiga Wittgensteina. Przybrało to mało zjadliwą, nudną formę audiobooka ze statystycznymi obrazkami. Zestaw samobójczy jednak świetnie wykonuje swoją rolę – w trakcie pokazu można mieć myśli samobójcze, że nie wybrało się innego seansu.

SWEET MOVIE
reż. Dušan Makavejev
RETROSPEKTYWA

„Sweet Movie” jest obrazoburczą krytyką dwóch, przeciwstawnych sobie światopoglądów. Ofiarą zachodniego konsumpcjonizmu pada piękna miss z Kanady, która uznana za higienicznie nieskazitelną kobietę o idealnej łechtaczce zostaje małżonką okrutnie bogatego milionera, ale ostatecznie zostaje sponiewierana i wyrzucona na ulice Paryża. Uosobieniem komunistycznych wartości jest w filmie kapitan Anna Planeta (grana przez polską aktorkę, Annę Prucnal), która słodkościami zwabia na swój statek niewinnych chłopców i ich uwodzi. Film Makajeva jest obleśny i niesmaczny, ale nie dlatego, że np. z premedytacją pokazuje pedofilię niemalże w całej okazałości, a kolacja z „Wielkiego Żarcia” w porównaniu do orgii-uczty na statku kapitan Planety to niewinna, kameralna imprezka. Wyjątkowo obrzydliwe jest wplatanie do skrajnie i wyjątkowo nachalnie kontrowersyjnego filmu dokumentalnych fragmentów ze śledztwa w lesie katyńskim – to była taka granica, której chyba nie warto było jednak przekraczać.

Jeśli chodzi o te obrazki z Katynia, to zważ, że wówczas panowała na ten temat zmowa milczenia. Makavejev wyjaśniał wczoraj na spotkaniu, że on wiedział o tej zbrodni tylko dzięki temu, że jako 10-latek obejrzał niemiecką kronikę filmową. Coś co z dzisiejszej perspektywy wygląda na niepotrzebne, wówczas było aktem odwagi, było publicznym ujawnieniem zbrodni, o której niemal nikt nie wiedział.

Wątpię, czy z filmu można było się faktycznie wiele o tej zbrodni dowiedzieć. Nie wątpię, że w swoim czasie Sweet Movie mogło być aktualne i ważne, ale po latach średnio to się jednak broni.

Dodaj komentarz