Na horyzoncie widziałam... (5)

Data:


MANIA. HISTORIA PRACOWNICY FABRYKI PAPIEROSÓW
reż. Eugen Illés.
KINO PLENEROWE NA RYNKU

Odrestaurowany cyfrowo mniej znany film z polską gwiazdą światowego kina niemego, Polą Negri, to dość oczywista tragiczna historia miłosna, w której tytułowa pracownica fabryki papierosów Mania zakochuje się z wzajemnością w pianiście Hansie, ale nieszczęśliwie wpada też w oko bezwzględnemu mecenasowi sztuki Morelliemu, od którego m.in. zależy powodzenie jej ukochanego-artysty. Interesująca natomiast w filmie jest ta część, w której pianista odtrąca swoją miłości, gdy widzi ją z Morellim, nie wiedząc, że Mania za cenę wystawienia opery Hansa zgodziła się zostać kochanką mecenasa. I nawet gdy Hans dowiaduje się, że swój sukces zawdzięcza poświęceniu ukochanej, oskarża ją o brak wiary w jego talent i uważa, że wszystko zawdzięcza sobie. Dodanie do niemego filmu odgrywanej na żywo muzyki (we Wrocławiu orkiestra pod batutą Jerzego Maksymiuka) zawsze sprawia, że tego typu widowisko to fajna sprawa.

SIOSTRA
reż. Ursula Meier
PANORAMA

Alpejski, ekskluzywny kurort widziany oczami 12-latka, Simona, funkcjonującego gdzieś na społecznym uboczu, niezauważany przez bogatych turystów i korzysta ze swojej niewidzialności, jak tylko może. Chłopiec opracował własny system kradzieży sprzętu narciarskiego i akcesoriów, które potem odsprzedaje za dużo mniejsze pieniądze, by móc kupić podstawowe rzeczy jak „papier toaletowy i makaron”. Przy okazji udaje także młodego amatora białego szaleństwo, próbując nawiązać kontakt z kimkolwiek, bo w domu czeka na niego tylko wiecznie nieobecna, lekkomyślna siostra. Dzieciństwo Simona jest już stracone, niejasna sytuacja rodzinna zmusiła go życia z kradzieży, zaś innego sposobu spędzania czasu chłopiec najwyraźniej nigdy nie zaznał. Za wszystkim, co Simon robi, kryje się desperackie pragnienie ciepła, bliskości i stabilizacji, których nie zapewnia mu nieodpowiedzialna siostra (a łączą ją z chłopcem o wiele bardziej skomplikowane relacje niż początkowo jest sugerowane), a innej rodziny chłopiec nie ma. Ursula Meier jak bracia Dardenne konstruuje swój społeczny dramat, w przeciwieństwie jednak do nich nie proponuje moralnego nawrócenia swoich bohaterów. Ich losy są o wiele bardziej zagmatwane i sednem „Siostry” jest stopniowe ich ujawnianie, by w finale zostawić widza z nurtującymi przemyśleniami, a nie kojącym rozwiązaniem.

FRANCINE
reż. Brian M. Cassidy, Melanie Shatzky
MIĘDZYNARODOWY KONKURS NOWE HORYZONTY

Monodramatyczny popis laureatki Oscara, Melissy Leo, choć w jej wykonaniu prezentuje aktorstwo wysokich lotów, jest nadmiernie skromną i niczym nie zaskakującą opowieścią o samotności. Tytułową bohaterkę filmu poznajemy w momencie, gdy opuszcza więzienie i próbuje ułożyć sobie życie na wolności. Do końca praktycznie nie poznamy zbyt wielu szczegółów z jej przeszłości. Widać jedynie, że ciężko nawiązuje kontakty z ludźmi, za to odkrywa w sobie pokłady dość niezdrowej miłości do zwierząt. Zatrudnia się kolejno w sklepie zoologicznym, na stadninie, aż w końcu zostaje pomocą weterynarza, regularnie gromadząc we własnym mieszkaniu coraz to nowe zwierzaki. Francine funkcjonuje na tle podrzędnej, ohydnej, amerykańskiej prowincji, miejsca niekoniecznie całkowicie beznadziejnego, ale pozwalającego żyć bezcelowo i w zawieszeniu, na co właśnie w tym momencie życia tylko stać bohaterkę filmu.

OD CZWARTKU DO NIEDZIELI
reż. Domingo Sotomayor Castillo
MIĘDZYNARODOWY KONKURS NOWE HORYZONTY

W wyjątkowo przeciętnym w tym roku konkursie chilijska propozycja od Domingi Sotomayor Castillo (nagrodzona już zresztą głównym wyróżnieniem na festiwalu w Roterdamie), obok „Sąsiedzkich Dźwięków”, to najlepszy film nowohoryzontowego konkursu. Reżyserka z Ameryki Południowej, choć bazuje na prostych kontrastach (skromne wnętrze samochodu w opozycji do rozległych krajobrazów Chile, świat dorosłych vs. rzeczywistość widziana oczami dziecka), interesująco pokazała studium rozpadu rodziny, które oglądamy głównie z dziecięcej perspektywy. „Od czwartku do niedzieli”, mimo że letnie, niespieszne i nienachalne, mówi o rzeczach trudnych i smutnych również z niezwykłą subtelnością i delikatnością. Improwizowana forma filmu doprowadziła fabułę do zaskakująco sensownego, ważnego punktu kulminacyjnego, który ładnie i trafnie podsumował całą historię. Nawet jeśli Sotomayor nie zrobiła wielkiego kina, a jej warsztat ewidentnie wymaga jeszcze wielu szlifów i pracy, pokazała, że jest bardzo obiecującym twórcą z Ameryki Południowej.

SEKRET
reż. Przemysław Wojcieszek
GDYNIA WE WROCŁAWIU

Przemysław Wojcieszek ma bez wątpienia swój własny, oryginalny, czasem fascynujący styl, co w naszym kinie zdarza się niezbyt często. Udowadnia to w „Sekrecie”, gdzie smakowite jest właściwie wszystko – opowieść, jej forma, główni bohaterowie. Problem z filmem jest tylko taki, że jest to rzecz straszliwie szkicowa, a wręcz sprawiająca wrażenie niedokończonej. Świetny temat trudów współczesnego osądzania ludzkich postaw z czasów wojennej okupacji, wpisany w triumwirat relacji hermafrodytycznego, wrażliwego artysty estradowego, jego schorowanego dziadka bohatera stalinowskich czasów, ale z niepewnym epizodem z czasów wojny oraz poszukującej prawdy przyjaciółki i menedżerki tancerza. W „Sekrecie” w końcowym rozrachunku wszystko pozostanie nieznośnie niedopowiedziane, irytująco fragmentaryczne, paskudnie otwarte. Film Wojcieszka stać było na frapujący wstęp i zarys historii, jej rozwinięcie zaś pozostaje mizerne i w kontekście tego, z jakim pomysłem reżyser postanowił podejść do ciekawego tematu, w ogóle nie można uznać „Sekretu” za dzieło spełnione.